Fenomen Bridget Jones

„Co jest z tymi kobietami nie tak, że czują potrzebę identyfikowania się z nałogową palaczką, upijającą się notorycznie imprezowiczką, nie potrafiącą ustatkować się i zatrzymać przy sobie faceta na dłużej niż kilka nocy, starą panną?”

Takie pytania pojawiają się za każdym razem, gdy przeglądam recenzje książek lub filmów o Bridget. Pełno w nich jadu i w pewnym sensie litości do kobiet, które są przecież na tyle płytkie, aby zachwycać się postacią głównej bohaterki. I tu padają najróżniejsze argumenty: że przecież to głupia blondyna, która niczego sobą nie reprezentuje, że jara fajki jak stary bosman, że z żałości nad własnym życiem upija się gdy tylko nadarzy się ku temu okazja, że przecież ma do dupy i nic nie znaczącą pracę i nie realizuje się zawodowo, że ma toksyczne relacje z rodzicami, że mimo swojego wieku nie ma męża ani dzieci, że ma nadwagę, nie umie gotować… Oj Bridget, Bridget, jak możesz?

Zmierzam do tego, że… uwielbiam Bridget Jones! Dla mnie jest to postać, która doskonale pokazuje, jak nieudacznik i pechowiec życiowy, kobieta totalnie pozbawiona towarzyskiego wyczucia i ogłady, mówiąca szybciej niż pomyśli, może jednocześnie wzbudzać tak wielką sympatię. Tak, identyfikuję się z nieogarniętą życiowo Bridget. Tak, uważam że mimo wszystkich swoich niedoskonałości jest urocza. Tak, podziwiam jej upór, zawziętość i stosunek do samej siebie. Podziwiam również fakt, iż potrafiła znaleźć wyjście z każdej nieciekawej sytuacji w jakiej się znalazła. (Chciałam napisać, że potrafiła „wyjść z twarzą” no ale może już nie przesadzajmy :D). Podziwiam też ilość mechanizmów obronnych jakie u siebie wytworzyła (czyli to, że zawsze potrafiła wyjaśnić i wytłumaczyć sobie dlaczego spotkało ją niepowodzenie  i pocieszyć samą siebie w duchu).

Jej postać jest mocno przerysowana. Pojawiły się głosy, że kobietom była potrzebna taka niedoskonała bohaterka, aby mogły sobie wmówić, że nie są jedyne. Że w końcu bohaterką komedii romantycznej została nie super-laska-modelka z idealnym życiem, a ktoś bardziej podobny do nich. Psychologowie pracujący nad fenomenem Bridget uważają, że kobiety nadmiernie utożsamiają się z jej postacią, aby wytłumaczyć sobie w ten sposób własne życiowe porażki. Może i tak. Ja patrzę na nią jednak od tej pozytywnej strony. Patrzę, że jest to postać w towarzystwie której nie sposób się nudzić a gdybym tylko lubiła babki, na bank bym się w niej zakochała!

PS. A, i uwielbiałam ten jej niebieski monitorek, przy którym siedziała w pracy i zawsze chciałam taki mieć.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Fenomen Bridget Jones

  1. Podzielam zdanie na temat Bridget :) Mało tego: lubię myśleć o sobie jak o niej… że to całkiem zabawne co znowu „odwaliłam” i takie myślenie o sobie jak o bohaterce nawet kiepskiej komedii pozwala mi nabrać dystansu do własnych porażek i śmiać się z nich (czasem poprzez łzy ;) )

  2. też lubię Bridget, chociaż w sumie nigdy się nie zastanawiałam dlaczego. dopiero po przeczytaniu odkryłam to i 100 % się zgadzam :>
    + też uwielbiam też monitorek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s